Pogoda chyba postanowiła zakpić z nas wszystkich i naszych oczekiwań w stosunku do niej. Po krótkim i jakże przyjemnym weekendzie, kiedy już planowałam opalanie na leżaku i drinki z palemką, nadeszła ponownie zimowa aura i mam wrażenie, że zagościła na dobre. Z przerażeniem przeglądałam ostatnio prognozy pogody kiedy zapowiadane były opady śniegu i grad z deszczem. Niestety z tego, co widzę nie prędko będę mogła chodzić w letnich sukienkach z odkrytymi nogami. No cóż, przynajmniej wciąż mogę nosić moje ciepłe swetry. 






W weekend wybraliśmy się na krótki spacer po Krakowskim Przedmieściu. Niestety nie należał on do przyjemnych właśnie z powodu przenikającego wiatru, który targał moimi włosami bez litości. W związku z organizowanym Restaurant Week Festival odwiedziliśmy hotel Sofitel Victoria. Hotel miałam okazję zwiedzać kilka tygodni temu przy okazji promocji książki „Motylek” Katarzyny Puzyńskiej, stąd pomysł żeby wybrać właśnie to miejsce. Usłyszeliśmy w trakcie zwiedzania, że w La Brasserie Modern jest znakomity kucharz i dania są rozkoszą dla podniebienia. Cóż, może Restaurant Week nie jest dobrym momentem na takie doznania, choć z drugiej strony, powinien być szansą na reklamę i pokazanie się z jak najlepszej strony. Niestety tym razem im się to nie udało.



Menu, owszem było wykwintne, a obsługa na najwyższym poziomie, ale smak – tu było już znacznie gorzej. Potrawy były albo przesolone, albo zbyt pikantne, a deser – zupełnie mdły. W dodatku trafił mi się sorbet z selera. Czy to w ogóle może być smaczne? Menu było zdecydowanie degustacyjne, a my – zdegustowani. Z przykrością stwierdzam, że potrawy w La Brasserie Moderne nie zaskarbiły sobie mojej sympatii i nie sądzę, żebym miała dać im drugą szansę, gdyż jest mnóstwo miejsc, w których jeszcze nie byłam, a mogą lepiej trafić w mój kulinarny gust.






Płaszcz – Aggi ♦ Sukienka – Massimo Dutti ( podobna tutaj) ♦ Torebka – Mango (podobna tutaj) ♦ Szpilki – H&M (podobne tutaj) ♦ Zegarek – Guess
5 komentarzy